BMW przyznaje, że subskrypcje były chybionym pomysłem. Ale nie zamierzają się z niego w pełni wycofywać, tyle to nie.
BMW po czasie przyznaje, że pomysł naliczania abonamentu za podgrzewane fotele był chybiony. Nie oznacza to jednak całkowitego odwrotu od płatnych funkcji w samochodach. Producent jasno sygnalizuje, że model oparty na dodatkowych opłatach pozostaje w grze, choć ma funkcjonować w mniej kontrowersyjnej formie. Dla przypomnienia, klienci płacili około 18 dolarów miesięcznie za funkcję, która była już fizycznie zamontowana w aucie. Dla wielu osób było to trudne do zaakceptowania, zwłaszcza że u konkurencji podobne rozwiązania często są standardem albo jednorazową opcją przy zakupie.
Decyzja szybko stała się symbolem oderwania marki od realnych oczekiwań klientów. Wizerunkowe straty okazały się na tyle duże, że BMW w 2023 roku wycofało się z abonamentu na podgrzewane fotele i wróciło do bardziej tradycyjnego modelu sprzedaży. Funkcja znów trafiła do konfiguratora jako klasyczna opcja fabryczna lub jednorazowy zakup po odbiorze samochodu. Szefowa komunikacji produktowej BMW, przyznała, że krytyka rzeczywiście koncentrowała się wokół podgrzewanych foteli i z perspektywy firmy była to decyzja nietrafiona.
Według BMW sens subskrypcji pozostaje tam, gdzie wiąże się ona z realnymi kosztami po stronie producenta. Dotyczy to zwłaszcza zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy czy usług cyfrowych, które wymagają stałego rozwoju, aktualizacji i utrzymania infrastruktury. I tutaj ma to faktycznie trochę sensu. Jeśli razem ze stałymi opłatami idą stałe aktualizacje i podnoszenie jakości to opłaty da się usprawiedliwić.
Zobacz też:
iPhone 15 i samochód BMW? Lepiej uważaj na to połączenie!
Samochody elektryczne z drugiej ręki zaczynają tanieć.
Tesla chce uniezależnić się od Chin.