• Ostatnia modyfikacja artykułu:5 godzin temu

MacBook Neo był szokiem dla całego rynku. Okazuje się jednak, że Apple też jest nieco zszokowane i nie wszystko konkretnie przemyślano.

Apple znalazło się w dość nietypowym położeniu w związku z jednym ze swoich tańszych laptopów. MacBook Neo, który miał przyciągnąć klientów atrakcyjną ceną startową na poziomie 2999 zł, okazał się większym wyzwaniem produkcyjnym, niż początkowo zakładano. Obecnie przyszłość tego modelu stoi pod znakiem zapytania.

Sercem urządzenia jest układ Apple A18 Pro w specjalnie okrojonej wersji. Chodzi o chipy, które nie spełniają pełnych wymagań stawianych topowym urządzeniom, takim jak iPhone’y. W praktyce część egzemplarzy ma dezaktywowany jeden rdzeń GPU, co pozwoliło firmie lepiej wykorzystać dostępne partie procesorów i jednocześnie obniżyć koszty produkcji. Taka strategia ma jednak sens tylko wtedy, gdy zapas tego typu jednostek pozostaje odpowiednio duży. A niestety, nie pozostaje. Rezerwy tych selekcjonowanych układów zaczynają się kurczyć, co stawia Apple przed dość trudnym wyborem.

Produkcją chipów zajmuje się TSMC, które już teraz działa praktycznie na pełnych mocach. To oznacza, że Apple nie może liczyć ani na szybkie zwiększenie dostaw, ani na preferencyjne ceny. Każdy nowy układ musiałby zostać wyprodukowany od podstaw i rozliczony według standardowej stawki, co wyraźnie obniżyłoby opłacalność całego projektu. Miał być recykling wadliwych procesorów, a wychodzi, że będzie znacznie drożej.

W przypadku MacBooka Neo to szczególnie istotne, ponieważ największym magnesem dla klientów jest właśnie cena. Jeśli koszty produkcji wzrosną, firma będzie musiała zdecydować czy podnieść cenę laptopa, czy pogodzić się z niższą marżą.

Zobacz też:
MacBook Neo bije rekordy. Po sprzęt ustawiają się kolejki.
Apple ma design idealny – nie planują już zmian.
Apple znowu ugina się przed Unią Europejską.

Oceń ten post