USA chcą blokować strony z pirackimi treściami. Oczywiście, dla całego świata, bo jakby tak inaczej.
Po latach względnego spokoju temat blokowania pirackich treści ponownie trafia na agendę amerykańskich polityków. W Kongresie trwają prace nad nowymi przepisami, które mają umożliwić sądom wydawanie nakazów blokowania zagranicznych serwisów naruszających prawa autorskie. Tym razem zmiany mają objąć nie tylko operatorów internetowych, ale również firmy odpowiadające za system DNS, czyli mechanizm kierujący użytkownika pod właściwy adres strony.
Tym razem ustawodawcy starają się jednak podejść do sprawy znacznie ostrożniej. Zamiast szeroko zakrojonych blokad mowa o precyzyjnych działaniach opartych na decyzjach sądowych i wymierzonych wyłącznie w zagraniczne serwisy działające głównie w celu naruszania praw autorskich. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, firmy takie jak Google, Cisco czy Cloudflare mogą zostać zobowiązane do blokowania wskazanych domen na podstawie wyroku sądu.
Do tej pory w Kongresie równolegle funkcjonowało kilka oddzielnych inicjatyw, w tym Foreign Anti-Digital Piracy Act oraz Block BEARD. Teraz wszystko wskazuje na to, że oba kierunki mają zostać połączone w jeden spójny projekt ustawy. Taki ruch ma uprościć proces legislacyjny i zwiększyć szanse na przyjęcie przepisów jeszcze przed końcem 2026 roku.
Przemysł filmowy i muzyczny od dawna naciska na wprowadzenie skuteczniejszych narzędzi do walki z piractwem. Dla przedstawicieli branży blokowanie zagranicznych serwisów wydaje się naturalnym krokiem w stronę lepszej ochrony praw autorskich. Z drugiej strony nie brakuje obaw o możliwe nadużycia. Krytycy zwracają uwagę na ryzyko nadmiernego blokowania treści oraz potencjalne ograniczenie dostępu do legalnych materiałów.
Zobacz też:
Revolut przekaże władzom dane widzów pirackich treści.
Routery stały się niemal nielegalne w USA.
Pirackie streamy mają się doskonale. Unia nie ma szans.