Waymo ma automatyczne robotaksówki? Niby tak, ale w pogotowiu wciąż są pracownicy z Azji udający maszyny.
Pamięcie te żarty, że za każdym systemem AI stoi grupa nisko opłacanych pracowników udających maszynę? I że bawimy się w odwrotne testy Turinga? Cóż, nie były to do końca żarty. Dynamiczny rozwój robotaxi i systemów opartych na sztucznej inteligencji łatwo tworzy wrażenie, że maszyny wreszcie radzą sobie całkowicie same. W praktyce obraz jest znacznie mniej futurystyczny. Podczas niedawnego przesłuchania w amerykańskim Senacie przedstawiciele branży przyznali otwarcie, że „autonomiczne” pojazdy wciąż funkcjonują dzięki wsparciu ludzi, działających w tle i poza zasięgiem wzroku użytkowników.
Waymo, uznawane jest za jednego z liderów rynku autonomicznych przejazdów. Firma potwierdziła, że w sytuacjach nietypowych lub trudnych system może oddać stery zdalnemu operatorowi. Jak wyjaśnił szef bezpieczeństwa Waymo, część takich operatorów pracuje na terenie Stanów Zjednoczonych, ale znaczna grupa wykonuje swoje zadania z zagranicy, m.in. z Filipin. Choć rozwiązanie to ma poprawiać bezpieczeństwo, jednocześnie podważa narrację o pełnej samodzielności pojazdów, pokazując, że algorytmy nadal potrzebują ludzkiego wsparcia.
Senackie przesłuchanie szybko wyszło poza kwestie techniczne. Politycy zaczęli pytać o narodowość operatorów i potencjalne zagrożenia z tym związane. Senator Ed Markey określił korzystanie z zagranicznej siły roboczej jako „nie do zaakceptowania”, wskazując na możliwe opóźnienia reakcji i ryzyka wynikające z infrastruktury sieciowej. Dodatkowe emocje wzbudził fakt, że Waymo korzysta z pojazdów produkowanych w różnych krajach, w tym w Chinach. Spółka zapewnia jednak, że kluczowe systemy autonomiczne są instalowane i konfigurowane wyłącznie na terenie USA.
Zobacz też:
Tesla przestanie produkować wkrótce samochody?
Firefox pozwoli wyłączyć nam całe AI.
Sztuczna inteligencja to gamechanger dla osób z ADHD.