Starlink ma problem. Dziwna anomalia niszczy ich satelity na setki drobnych kawałków. To wcale nie film sci-fi.
Jeden z satelitów tworzących sieć Starlink nagle przestał odpowiadać. Zdarza się, nic wielkiego. Ale niedługo później systemy śledzenia odnotowały wokół niego pojawienie się wielu nowych obiektów. SpaceX potwierdziło wystąpienie incydentu, określając go ostrożnie mianem „anomalii”, jednak dane radarowe wyraźnie sugerują rozpad konstrukcji na liczne fragmenty. Co istotne, to już drugi podobny przypadek odnotowany w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
Pierwsze ustalenia wskazują, że nie doszło do zderzenia z innym obiektem orbitalnym. Wszystko sugeruje raczej awarię wewnętrzną, która doprowadziła do gwałtownego rozpadu satelity. Oznaczałoby to, że źródło problemu znajdowało się wewnątrz samej konstrukcji – na przykład w układzie zasilania, zbiornikach paliwa lub systemach kontroli orientacji. SpaceX potwierdziło utratę łączności z urządzeniem i prowadzi obecnie działania mające na celu śledzenie szczątków oraz ustalenie dokładnej przyczyny zdarzenia.
Zdarzenie dotyczy satelity Starlink 34343, który znajdował się na orbicie na wysokości około 560 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Globalna sieć radarowa LeoLabs zarejestrowała nagłe pojawienie się dziesiątek obiektów w bezpośrednim otoczeniu jednostki. Według wstępnych analiz liczba odłamków jest znaczna, a cały incydent wciąż pozostaje przedmiotem szczegółowego badania.
Powtarzalność takich awarii zaczyna budzić niepokój wśród ekspertów zajmujących się zarządzaniem ruchem kosmicznym. Każdy fragment, nawet bardzo mały, poruszający się z prędkością orbitalną może stanowić realne zagrożenie dla innych satelitów, statków załogowych czy infrastruktury badawczej. Sprawa jest więc naprawdę poważna.
Zobacz też:
Starlink tanieje – oferta w Polsce robi się naprawdę niezła.
Elon Musk ogłasza plany na produkcję chipów.
Starlink: Chiny szukają sposobu na niszczenie satelitów.