Boeing musi skorygować plany dotyczące dostaw najpopularniejszego modelu pasażerskiego. Koncern nie zdoła przekazać klientom 500 samolotów 737 MAX w 2026 roku, choć taki cel wcześniej zakładał. I takie kontrakty zresztą podpisał. To spory kryzys dla firmy, której wizerunek i tak nie jest już przesadnie krystaliczny.
Prezes firmy przyznał, że osiągnięcie stabilnego poziomu 47 samolotów miesięcznie, planowanego pierwotnie na połowę 2026 roku, przesunie się na początek 2027 roku. Liczby pokazują, jak duże wyzwanie stoi przed producentem. Do końca września Boeing dostarczył 367 maszyn z rodziny 737. Realizacja rocznego celu wymagałaby więc przekazania kolejnych 133 egzemplarzy w ostatnich trzech miesiącach roku. To się nie ma prawa spiąć.
Co ciekawe, poszło o skrzydła. Chociaż w sumie to chyba dosyć poważny element samolotów, czyż nie? Produkcja skrzydeł w zakładzie w Renton w stanie Waszyngton nie wyrabia. To właśnie tam powstaje obecnie najpoważniejsze wąskie gardło, które ogranicza tempo pracy pozostałych części fabryki.
Boeing musi więc przede wszystkim ustabilizować procesy produkcyjne. Wszystkie egzemplarze przeznaczone do 737 MAX powstają w Renton, dlatego opóźnienia na tym etapie szybko przenoszą się na kolejne stanowiska. Nawet sprawnie działający montaż końcowy nie pomoże, jeśli fabryka nie dostarczy na czas odpowiedniej liczby gotowych komponentów. Nie oznacza to jednak, że cały proces produkcji stoi w miejscu. Boeing informuje o poprawie w montażu końcowym, gdzie liczba poprawek i koniecznych przeróbek spadła o 40% względem początku 2025 roku.
Zobacz też:
Boeing: były dyrektor techniczny oficjalnie oskarżony o oszustwo.
AMD zwiększy możliwości produkcyjne. Ale nie dla ludzi.
NVIDIA sięgnie do kieszeni klientów. Nowy pomysł jest okrutny.