Micron dociska śrubę pracownikom. Czas na dwunastogodzinne zmiany – pamięć musi się robić szybciej a zyski muszą się zgadzać.
Micron dostał zgodę władz indyjskiego stanu Gudźarat na uruchomienie w swoim nowym zakładzie w Sanand 12-godzinnego systemu pracy zmianowej. To pierwsza taka decyzja w tym regionie, więc naprawdę jest to dosyć ciekawy news. Dla producenta pamięci rozwiązanie ma przede wszystkim zwiększyć wykorzystanie drogiej infrastruktury i pozwolić szybciej osiągnąć zakładane moce produkcyjne. Docelowo fabryka w Sanand może odpowiadać nawet za około 10 proc. całkowitej produkcji Microna.
12-godzinny system pracy ma przede wszystkim ograniczyć liczbę zmian pracowników w pomieszczeniach czystych. W fabrykach półprzewodników ma to spore znaczenie, ponieważ wejście i wyjście z takiej przestrzeni wymaga przestrzegania rygorystycznych procedur. Mniejsza liczba zmian oznacza więc mniej takich operacji i sprawniejszą organizację pracy.
Na dłuższych zmianach skorzystają również wykorzystywane w zakładzie maszyny. Kosztowny sprzęt będzie mógł pracować przez większą część doby bez konieczności częstego przekazywania stanowisk kolejnym zespołom. Podobne modele organizacji pracy są już wykorzystywane w zakładach półprzewodnikowych działających w innych częściach świata.
Kto nie skorzysta? No pracownicy, ale kto by się tym przejmował. Ale na szczęście nie jest aż tak fatalnie. Nie oznacza to bowiem że zatrudnieni będą spędzać po 12 godzin w fabryce każdego dnia. Indyjskie przepisy nadal ograniczają tygodniowy czas pracy do 48 godzin. W praktyce oznacza to możliwość przepracowania maksymalnie czterech 12-godzinnych zmian w ciągu tygodnia. Dla Europejczyka to i tak całkiem sporo, bo wyjdzie z tego ponad standardowy etat.
Zobacz też:
Micron ma wybór: premie albo strajk.
TSMC ma problemy przez konflikt USA z Iranem.
Samsung ma problem – szykuje się bunt pracowników