• Ostatnia modyfikacja artykułu:9 godzin temu

Elon Musk ma znowu konflikt z Ukrainą. Ponownie poszło o Starlinki i to jak można je wykorzystywać, a jak nie można.

Starlink ponownie znalazł się w centrum sporu między Elonem Muskiem a Ukrainą. Szef SpaceX przyznał, że jego firma wprowadziła ograniczenia w działaniu komercyjnej usługi satelitarnej na Ukrainie. Jednocześnie oskarżył ukraińskie wojsko o wykorzystywanie jej do ofensywnych ataków dronowych, co ma naruszać warunki korzystania z systemu. Dobrze czytacie, Elonowi nie podoba się atakowanie dronami Rosji, agresora w wojnie na Ukrainie.

W Ukrainie łączność satelitarna jest istotnym elementem działań wojskowych, a wprowadzone w październiku limity prędkości zakłóciły funkcjonowanie części dronów i systemów obronnych. Armii ciężej było razić cele strategiczne na terytorium Rosji, co od dawna stanowi jeden z fundamentów ich obrony. Łatwiej bronić własnego terenu, kiedy wróg musi skupiać się również na obronie, a nie samym ataku.

W połowie października ukraińscy przedstawiciele poinformowali o ograniczeniu łączności terminali poruszających się z dużą prędkością. Według relacji doradcy prezydenta Ukrainy ds. technologii obronnych, limit wynosił około 160 km/h – za wolno na drony. Elon przyznał, że to SpaceX odpowiadało za ograniczenia w komercyjnym Starlinku.

W sieci pojawiły się także twierdzenia, że ukraińskie wojsko miało zhakować Starlinka, wykorzystując manipulowanie sygnałem GPS. Nie ma jednak wystarczających podstaw, by uznać te doniesienia za wiarygodne. Wiadomo jednak, że terminale były modyfikowane. Chodziło tylko o poprawę działania pozycjonowania w warunkach rosyjskiego zagłuszania sygnałów nawigacyjnych. To przecież też spory problem.

Zobacz też:
Elon Musk tworzy już największą fabrykę chipów na świecie.
Starlink jest już passe. Europa szuka nowych rozwiązań.
Starlink V5 debiutuje – SpaceX pokazuje nowe modele.

Oceń ten post