• Ostatnia modyfikacja artykułu:8 godzin temu

Google wycięło hektary lasów, totalnie nielegalnie. A do tego miejscowa ludność jest teraz terroryzowana i przerażona i nie może odpocząć w spokoju.

Jak zostać stereotypową złą firmą z filmów? Zapytajcie Google. Ktoś stwierdził, że pod swoje nowe wielkie centra obliczeniowe wytną w Findandii całe hektary ładnego lasu. Nielegalnie i bez żadnych zgód – bo co nam zrobicie? Zasadzicie od nowa las? A skala zniszczeń jest olbrzymia. W samym Muhos wykarczowano około 330 hektarów lasu. Według szacunków organizacji ekologicznych wycięto łącznie około 400 tys. drzew. Około 250 tys. miało zniknąć w Muhos, a kolejne 150 tys. w Otanmäki.

Skala prac zaskoczyła nawet przedstawicieli fińskich organizacji zajmujących się ochroną przyrody. Hanna Halmeenpää, przewodnicząca zarządu Fińskiego Stowarzyszenia Ochrony Przyrody, oceniła, że trudno uwierzyć w rozmiar zmian, jakie zaszły na terenach kupionych przez Google. Jej zdaniem podobna sytuacja nie miała wcześniej precedensu w Finlandii. Totalne evil corp i PRowy wstyd nie z tej ziemi.

A wiecie co jest jeszcze gorsze? Że natura nie znosi takiej próżni – w tych lasach żyły zwierzęta, które nie zniknęły. Okoliczni mieszkańcy mają więc olbrzymi problem – pod drzwi podchodzą wilki. Nagle nie mają gdzie polować i gdzie właściwie mieszkać. To katastrofa ekologiczna.

I socjologiczna. To bowiem jednak nie jedyny problem zgłaszany przez lokalną społeczność. Mieszkańcy skarżą się również na hałas dochodzący z infrastruktury. Według relacji Ranty odgłosy przypominają uderzanie w bęben, a kamieniste podłoże ma dodatkowo wzmacniać ich odbiór. No czysty dramat.

Zobacz też:
Mapy Google tym razem mówią “nie” Trumpowi, to już przesada.
Google ma nowy detektor AI – wszyscy go już potrzebują.
Sztuczna inteligencja nie ma problemu z drobnymi kradzieżami.

Zdjęcie z miejsca zdarzenia: Alessandro Rampazzo / Getty Images

Oceń ten post