Francja ma nowy podatek. Tym razem każdy gigabajt Internetu będzie podlegał niemałemu ocleniu. Ale nie jest to aż tak złe jak brzmi.
Francuscy politycy chcą wprowadzić nową opłatę dla firm dostarczających treści przez internet. Projekt zakłada podatek w wysokości 5,5 eurocenta za każdy gigabajt danych przesłanych do użytkowników we Francji. No właśnie – podatek jest dla firm. Przeciętny Pierre nie zapłaci za przeglądanie memów. Uderzy on przede wszystkim w największe firmy technologiczne, takie jak Google, Meta, Amazon czy Netflix.
Autorzy projektu argumentują, że największe platformy internetowe generują znaczną część ruchu w sieci, ale nie ponoszą proporcjonalnie wysokich kosztów związanych z jej funkcjonowaniem. Powołują się przy tym na dane francuskiego regulatora telekomunikacyjnego ARCEP. Wynika z nich, że Google, Meta, Amazon, Netflix i operator infrastruktury chmurowej Akamai odpowiadają łącznie za około połowę całego ruchu internetowego we Francji.
Jak na razie, pomysł jest raczej w fazie rzucenia pomysłu, a nie jakiegokolwiek konkretnego konceptu. Spory problem to prywatność. Żeby ustalić wysokość należności, konieczne byłoby monitorowanie ilości danych przesyłanych przez poszczególne firmy. Zadanie to spoczywałoby na dostawcach internetu, którzy mieliby anonimowo rejestrować ruch sieciowy. Nie wiadomo dokładnie, jak długo i w jaki sposób dane o ruchu miałyby być przechowywane ani kto uzyskałby do nich dostęp.
Jednym z największych problemów projektu jest brak precyzyjnego określenia, jakie podmioty będą podlegać opłacie. Autorzy koncentrują się na globalnych platformach technologicznych, ale proponowane zapisy nie wprowadzają wyraźnego progu wielkości przedsiębiorstwa. Głupio gdyby oberwali rykoszetem mniejsi gracze.
Zobacz też:
Okulary Meta debiutują w Polsce. Tanio nie będzie.
Bill Gates chce opodatkować roboty, poważnie.
Unia Europejska się ugięła- podatku cyfrowego jednak nie będzie