Valve idzie po lupę prokuratury. Sprawdzą, czy loot boxy nie są po prostu czystym hazardem serwowanym nieletnim użytkownikom.
W pozwie złożonym w sądzie stanowym na Manhattanie wskazano, że mechanizm stosowany przez Valve spełnia – zdaniem prokuratury – kluczowe cechy hazardu. A to miałoby naruszać konstytucję stanu oraz przepisy karne. Gracze kupują za realne pieniądze wirtualne klucze, które pozwalają otworzyć skrzynki zawierające losowe przedmioty. Chociażby skórki do broni czy elementy kosmetyczne zwiększające prestiż w grze.
Najcenniejsze nagrody pojawiają się jednak niezwykle rzadko, podczas gdy większość przedmiotów ma minimalną wartość rynkową. Sam proces otwierania skrzynki przypomina maszynę hazardową: animowane „koło” zatrzymuje się na wylosowanej nagrodzie, budując napięcie podobne do tego znanego z automatów do gry. Według pozwu sprzedaż kluczy do loot boxów miała przynieść firmie miliardy dolarów przychodu.
Sprawdź też: Mysz gamingowa – najlepsze modele.
Sam prestiż w grze ciężko jeszcze uznać za czysty hazard. Problem w tym, że najcenniejsze skórki mają faktycznie wartość pieniężną. Jeśli możemy wydać dwa dolary, żeby mieć 0.001% szansy na zrobienie z tego tysiąca dolarów to mamy czysty hazard i ciężko z tym dyskutować. W dodatku samo Valve umożliwia handel zdobytymi przedmiotami poprzez Steam Community Market.
Prokurator generalna domaga się zwrotu środków wydanych przez graczy oraz nałożenia na spółkę kary finansowej w wysokości trzykrotności rzekomo bezprawnie uzyskanych zysków. Jeśli sąd podzieli argumentację prokuratury, wpłynie to na modele monetyzacji stosowane w grach free-to-play i produkcjach opartych na mikropłatnościach.
Zobacz też:
Valve szykuje świetne narzędzie analityczne dla graczy.
Steam zawyża nam ceny? Lewica mówi – “sprawdzam”.
Epic Games Store rozdaje, a Steam na tym zarabia.