• Ostatnia modyfikacja artykułu:3 miesiące temu

Choć pierwszy sezon wszedł na antenę w 2017 roku, The Orville zyskało na popularności dopiero początkiem bieżącego roku, gdy trzeci sezon serii zamiast pojawić się w telewizji Fox, został wyemitowany na Hulu.

Fani przygód załogi statku kosmicznego oczekiwali informacji o kolejnym, czwartym sezonie serii, jednak podczas Comic-Conu w San Diego dowiedzieli się tylko, że serial będzie teraz dostępny na Disney+.

„Nowi widzowie oglądający The Orville na Disney+ mogą zadecydować o tym, czy serial powróci z czwartym sezonem.” – mówi reżyser i producent serialu, Seth MacFarlane, który jest jednocześnie jedną z głównych postaci. McFarlane, który odpowiada także za powołanie do życia kultowej serii Family Guy, upatruje w tej zmianie możliwości dotarcia do tych odbiorców, którzy zamiast Hulu, mają dostęp do Disney+. W tej grupie znajdujemy się także i my, Polacy.

Sprawdź również: Najlepsze routery LTE [TOP 15] – Ranking 2022

Czy The Orville to coś pomiędzy Family Guyem i Star Trekiem?

„Orville jest doskonałym przykładem tego, dlaczego nigdy nie należy oceniać książki po okładce. To, co zaczyna się od głupkowatego, parodystycznego listu miłosnego do oryginalnego Star Treka, szybko staje się bardziej Star Trekiem niż współczesne restarty samego Star Treka.” – czytamy w The Review Geek.

Choć pilotażowy odcinek może wymagać wyrozumiałości, serial rozwija się na oczach odbiorcy i staje się coraz lepszy. Szorstkie żarty w stylu Family Guy to tylko wierzchnia warstwa produkcji, a kiedy komedia cichnie The Orville pokazuje swoje prawdziwe, głębsze wartości i rozkwita.

Balans pomiędzy dobrym żartem i inspirującą fabułą pozwala The Orville wyróżnić się na tle zazwyczaj ciężkich produkcji science fiction. Nie pomijano tu wątków trudnych i złożonych, związanych z problemami społecznymi, rasą, płcią, religią czy uzależnieniami, ale są one poprowadzone w sposób nietendencyjny i logiczny, przez co przyjemny w odbiorze dla wszystkich.

Pozytywna wizja rozwoju cywilizacji to miła odmiana

Serial wnosi też nowe wartości i zmusza odbiorcę do zastanowienia nad problemami związanymi z podróżowaniem w kosmosie. Robi to jednak w sposób na tyle ekscytujący, że wręcz rozbudza chęć przeniesienia się w czasie o 400 lat do przodu, żeby móc uczestniczyć w tak idyllicznie, a zarazem pragmatycznie skonstruowanym świecie.

„Mam nadzieję, że kiedy serial trafi do Disney+, ludzie, którzy jeszcze nie odkryli [The Orville] raptem dadzą mu szansę” – powiedział MacFarlane dla TVLine. „To dla nas potencjalny game changer.”

“Kiedy ludzie po prostu dają serialowi szansę, ich oczekiwania rosną w trakcie oglądania.” – dodajeMacFarlane. “Największym brzemieniem Orville są utarte oczekiwania widowni. Ludzie myślą swoje – niektórzy nawet myślą, że to sitcom – ale gdy siadają do oglądania zdają sobie sprawę, że to coś kompletnie innego niż się spodziewali. Gdy już złapie się uwagę widowni, serial robi robotę, mówi swoje, a ludzie przeważnie dają się mu powieść.

Seth MacFarlane tworzy w The Orville kompleksową wizję świata, która zmusza do zastanowienia i rozbudza ogromne nadzieje wobec potencjalnego rozwoju naszej cywilizacji. W obliczu masy dręczących informacji w naszych mediach masowych, The Orville wnosi w nasze życie coś pozytywnego, co budzi w odbiorcy chęć odwrócenia losu naszej planety.

Dlaczego The Orville jest tak dobry?

Seria The Orville, stworzona przez Setha Macfarlane’a, to propozycja nie tylko dla fanów science fiction. Serial udowadnia, że fantastyka naukowa może być zabawna, relaksująca, a zarazem pobudzająca do myślenia, ale to zwroty akcji i różnorodność przygód bohaterów sprawiają, że serial spodoba się wszystkim, którzy potrafią docenić dobrą produkcję.

Mnogość pomysłów

Niektóre z odcinków (szczególnie z trzeciego sezonu) zawierają w swojej fabule tyle interesujących wątków, że mogłyby tworzyć cały sezon albo film. Zapytany o to przez TVLine Seth MacFarlane odpowiada, że kondensacja wątków w niektórych odcinkach wynika z faktu, że kilka odcinków w ogóle nie zostało wyemitowanych.

Covid spowalniał pracę ekipy filmowej i jak mówi McFarlane: „Byliśmy w punkcie, w którym chcieliśmy po prostu wypuścić tę cholerną rzecz na antenę. Wszyscy żartowaliśmy: Czy będziemy robić ten program przez resztę naszego życia? Chcieliśmy po prostu to wypuścić i zobaczyć, jak zareaguje publiczność.” Dodaje również, że wciąż może nakręcić niezrealizowane pomysły jeśli będzie czwarty sezon.

Orville jest guilt-free

Trudne wątki i tematy tabu w The Orville są traktowane nieco inaczej niż w komediowej serii Family Guy. Osadzenie załogi statku kosmicznego 400 lat w przyszłości pozwala spojrzeć na nasze teraźniejsze problemy społeczne z jeszcze wyższej perspektywy.

Dzięki temu oglądający nie mają wrażenia, że odbierają ważną, pouczającą lekcję, a raczej wyciągają wartościowe wnioski podczas dobrej zabawy. Choć żart nie jest tak szorstki jak w Family Guy, McFarlane zadbał o to, żeby ci, którzy ten rodzaj żartu lubią, nie byli zawiedzeni.

Wysoki poziom

Wyszukane kostiumy i starannie zaprojektowane efekty specjalne to nie jedyne dowody profesjonalizmu i dobrze wykonanej roboty ekipy, która pracowała nad The Orville. MacFarlane zaprosił nawet do udziału w serii kilku z najlepiej opłacanych aktorów branży filmowej. Wśród nich znalazł się Liam Neeson, Bruce Willis, Charlize Theron i Rob Lowe.

Co więcej, do serialu zaproszono członków oryginalnej załogi Star Trek TNG, w tym Penny Johnson Jerald, która zadebiutowała  w Star Trek w 1993, a teraz wciela się w rolę głównego oficera medycznego statku oraz Johna Billingsleya, którego znamy jako doktora Phloxa ze Star Trek: Enterprise.

Ponadczasowa wizja

Koncept świata The Orville jest wizjonerski. Mimo tego, że jest bardzo rozbudowany, jest zarazem harmonijny, dobrze przemyślany, a przede wszystkim – przedstawiony w przyjemnej formie.

Jedna z postaci o imieniu Lysella (Giorgia Whigham z Punishera), pochodząca ze świata na podobnym poziomie rozwoju co Ziemia obecnie, zmusza reżysera do wyjaśniania i uzasadniania polityki fikcyjnego świata Unii Planetarnej.

„Lysella jest publicznością na wiele sposobów.” – tłumaczy McFarlane. „Chce odpowiedzi, chce wiedzieć jak to wszystko jest możliwe.” Choć zazwyczaj w świecie sci-fi pewne elementarne koncepcje uznaje się za oczywiste i nie poświęca się czasu na ich wyjaśnienie, w tym przypadku otrzymujemy szansę „wejścia na zaplecze” i głębszego poznania idei, która stoi za produkcją.

Jak sugeruje sam reżyser – to, co zostało dotychczas wytłumaczone w The Orville to tylko czubek góry lodowej. Być może to właśnie dlatego seria ogląda się tak dobrze i dlatego tak łatwo utożsamiać się z postacią Lyselli, która w którymś momencie mówi po prostu: „Człowieku, wolałbym żyć w tym świecie niż w tym, w którym żyję teraz”.

Czytaj więcej: Disney+ z gigantycznym sukcesem w Polsce

Jakie są szanse na 4 sezon?

Podczas gdy mało pochlebne opinie krytyków filmowych zdają się nie dostrzegać istoty przekazu serii, to opinie zwykłych ludzi przyczyniły się do rosnącej popularności serialu. I to od nich zależy teraz los serii.

Choć McFarlane twierdzi, że szanse na przedłużenie serii wynoszą obecnie 50/50, a sama kontynuacja wymagałaby przetasowań w obsadzie, mówi tak: „Jestem tak samo emocjonalnie zaangażowany w serial, jak każdy z fanów, więc znajdę sposób, żeby to zrobić, jeśli będzie sezon 4.”

Czytaj także: Najlepsze telewizory 43 cale – Ranking 2022

5/5 - (1 vote)