Procesory są w dramatycznej sytuacji. Rynek to jeden wielki niedobór, ale na szczęście widać już jakieś skromne światełko w tunelu.
Problemy na rynku półprzewodników nie tylko nie ustępują, ale wręcz się pogłębiają. Najnowsze dane pokazują, że niedobory procesorów stały się obecnie bardziej odczuwalne niż wcześniejsze braki pamięci DRAM. Branża liczy jednak na bardziej optymistyczny scenariusz. Według prognoz kryzys CPU może zakończyć się szybciej niż sytuacja z RAM-em, która potencjalnie może przeciągnąć się aż do końca dekady.
Co ciekawe, choć pamięci RAM pozostają drogie, ich dostępność nie stanowi większego problemu. Kto ma pieniądze, ten załatwi sobie pamięć. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku CPU – wiele modeli jest trudnych do kupienia, a szczególnie brakuje popularnych jednostek z serii Intel Raptor Lake. Tymczasem, Intel dwukrotnie podniósł ceny swoich procesorów, wskazując na wyraźną dysproporcję między popytem a podażą. Podobny krok wykonało AMD, które zwiększyło ceny o około 15%.
Pomimo inwestycji Intela w rozwój własnych technologii, globalny łańcuch dostaw nadal w dużej mierze opiera się na TSMC. To właśnie ten producent odpowiada za wytwarzanie wielu komponentów, także dla Intela. Między innymi części odpowiedzialnych za komunikację wejścia/wyjścia w procesorach. W praktyce oznacza to, że nawet rozwój własnych fabryk nie pozwala całkowicie uniezależnić się od przeciążonych mocy produkcyjnych tajwańskiego giganta.
Na ten moment sytuacja nadal jest trudna – wysokie ceny i ograniczona dostępność CPU mogą utrzymać się jeszcze przez kilka kwartałów. Z drugiej strony, coraz więcej wskazuje na to, że najgorszy etap kryzysu powoli zaczyna być za nami i procesory znowu będą lepiej dostępne.
Zobacz też:
Pamięć RAM zaczyna tanieć – nawet 30%.
Intel wprowadzi GPU od NVIDII do procesorów.
Samsung wycofuje się z pamięci LPDDR4.