Bambu Lab się nie poddaje. Nie tylko brną dalej w swój krytykowany projekt, ale chcą zmusić też polskiego twórcę oprogramowania do usunięcia projektu.
Bambu Lab, jeden z najmocniej rosnących graczy na rynku druku 3D, znalazł się w centrum ostrej krytyki. Powodem stał się konflikt wokół niezależnego projektu, który miał dać użytkownikom większą swobodę korzystania z urządzeń producenta. Bambu Lab od początku mocno stawiało na integrację sprzętu z własnym oprogramowaniem i usługami online. Firma zdobyła popularność dzięki wygodnym i bardzo szybkim drukarkom, ale równocześnie regularnie spotyka się z krytyką dotyczącą ograniczania swobody użytkowników. Najczęściej pojawiające się zarzuty dotyczą utrudnionych napraw, zależności od chmury producenta oraz konstrukcji urządzeń, które nie zawsze sprzyjają samodzielnej wymianie części.
Cała sytuacja dotyczy Pawła Jarczaka, twórcy modyfikacji OrcaSlicer-BambuLab. Projekt miał umożliwiać bezpośrednią komunikację drukarek Bambu Lab z popularnym slicerem OrcaSlicer bez konieczności korzystania z chmury producenta. Dla części społeczności była to próba odzyskania pełnej kontroli nad sprzętem.
Producent patrzył jednak na sprawę zupełnie inaczej. Według wcześniejszych informacji firmy nieautoryzowane integracje miały generować ogromne obciążenie infrastruktury, sięgające nawet 30 milionów zapytań dziennie. W komunikatach Bambu Lab wskazywało właśnie OrcaSlicer jako jedno z głównych źródeł takiego ruchu. W efekcie Jarczak otrzymał wezwanie do zamknięcia projektu. Ostatecznie zdecydował się usunąć repozytorium i zakończyć rozwój narzędzia.
Temat bardzo szybko rozprzestrzenił się w sieci. Pod filmem zaczęły pojawiać się deklaracje wpłat i wsparcia dla autora projektu, a dyskusja trafiła na największe fora poświęcone drukowi 3D. Wygląda więc na to, że chiński gigant 3D będzie miało kolejny kryzys PRowy.
Zobacz:
Skąd pobierać modele 3D do druku? Najlepsze strony.
Filament do drukarki 3D – jaki wybrać? Czym się różnią?
Drukarki 3D będą dostępne tylko dla osób niekaranych?