Pomimo zapewnień, Google przekazało dane o swoich użytkownikach władzom Hong Kongu. Firma utrzymuje jednak, że mieli ku temu mocne powody.

Po raz kolejny ostatnimi czasy, okazuje się, że giganci technologiczni nie zawsze dotrzymują swoich obietnic (a to niespodzianka!). Google wbrew swoim zapewnieniom, przekazało w 2020 roku dane o kilku swoich użytkownikach władzom Chin. Uczciwie musimy jednak przyznać, wygląda na to, że faktycznie zrobili coś dobrego.

Zobacz: Wyszukiwarki internetowe – czego używać zamiast Google?

Hong Kong to dość specyficzne miejsce na świecie. Pomimo tego, że jest to oficjalnie teren Chin, to w dalszym ciągu zachowują olbrzymią wręcz autonomiczność. W 2019 roku wybuchły nawet gigantyczne protesty, w związku z nowym prawem pozwalającym na ekstradycję jego obywateli do Państwa Środka. Dokładnie wtedy, Google ogłosiło, że nie będzie przekazywało Chinom żadnych danych o swoich użytkownikach na tym terytorium.

Google zaakceptowało 3 z 43 wniosków. Niemniej – mieli bardzo dobre powody!

Wygląda jednak na to, że nie do końca dotrzymali słowa. W 2020 otrzymali 43 prośby o udostępnienie wszystkich danych pozwalających na identyfikację danej osoby. 40 z nich zostało natychmiast odrzuconych – chodziło w nich o sprawy czysto polityczne, a przekazanie danych mogło bezpośrednio zagrozić życiu tych osób. Niemniej, 3 zostały w pełnie zaakceptowane.

Tutaj należy jednak usprawiedliwić dość mocno Google. Dwa z wspomnianych wniosków dotyczyły handlu ludźmi, pozostały bezpośredniego zagrożenia życia. Firma postawiona przed taką sytuacją stwierdziła, że tym razem naruszy swoją obietnicę – motyw nie był polityczny, a sprawa było zwyczajnie bardzo poważna.

Pozostaje jednak pytanie, czy obywatele Hong Kongu mogą ufać w takiej sytuacji Google? Cóż, ocenę pozostawimy im.

Zobacz też:
Chiny vs USA – co planują Chiny w wojnie technologicznej?
Asystent Google zareaguje wkrótce na więcej słów kluczowych
ProtonMail udostępnił policji adresy IP swoich użytkowników